 |
| Zdj: www.skyerecruitment.blogspot.com |
Dzisiaj, w jednym z programów redakcji katolickiej TVP przeprowadzona została sonda SMS, w której uczestnicy mieli odpowiedzieć na następujące pytanie: Czy według Ciebie, chrześcijanie są dyskryminowani w Europie? Bardzo ciekawe były wyniki tej sondy, bowiem 95 % uczestników odpowiedziało twierdząco.
Wyniki te zainspirowały mnie do napisania kilku słów o dyskryminacji. Zacznę od samo określenia siebie i stwierdzenia, że jestem osobą niepełnosprawną i katolikiem. W atmosferze jaka obecnie panuje w Polsce, można by uznać, że jestem wręcz wzorcowym obiektem dyskryminacji. Problem jednak w tym, że nie czuje się dyskryminowany. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że dyskryminowani są tylko, albo głównie ci, którzy chcą być dyskryminowani.
Wróćmy jednak do wspomnianej wcześniej sondy. Jeśli 95 % osób biorących udział w badaniu opinii, odpowiada twierdząco na postawione pytanie to możemy być raczej pewni, że badanie nie jest miarodajne. Dlaczego? A no dlatego, że postawione w badaniu pytanie było tendencyjne i podświadomie wskazywało na właściwą odpowiedź. Poza tym, sprawdza się zasada, że zdecydowanie chętniej wyrażamy niezadowolenie niż zadowolenie.
Ponadto, obecnie istnieje moda na bycie dyskryminowanym. Piszę to z pełną świadomością. Dyskryminacja jest narzędziem samoobrony przed rzeczywistością, szczególnie wtedy gdy nie jest ona zgodna z naszymi oczekiwaniami. Oskarżenie kogoś kto o dyskryminację, np. wtedy gdy nie chce nas zatrudnić lub nie podziela naszych poglądów, stało się w ostatnich latach poważnym narzędziem walki, na wielu frontach, na których nie potrafimy lub nie chcemy dojść do porozumienia i kompromisu.
Przykładem jest tutaj Ojciec Dyrektor (w kontekście
ostatnich wydarzeń), dla którego rzeczywistość jest niezgodna z jego oczekiwaniami, szczególnie tymi gospodarczymi. Nie jest to co prawda idealny przykład, bo w przypadku Tadeusza Rydzyka każda niezgodność z oczekiwaniami równa jest dyskryminacji jego osoby, otoczenia RM i projektów tworzonych przez te otocznie. Na potrzeby tego wpisu, przykład ten musi jednak wystarczyć
Bardziej trafnych przykładów takich zachowań mógłbym wskazać wiele, ale nie ma chyba takiej potrzeby. Nie twierdzę jednak, że dyskryminacja jako zjawisko nie istnieje. Uważam jednak, że zjawisko jest sztucznie rozdmuchane. Natomiast osoby dyskryminujące, prędzej czy później izolują się od swojego otoczenia. Co prawda nie zmienia to sytuacji, bo dyskryminujący nie zmieniają swojego toku myślenia i zachowania (a przynajmniej nie często). Dowodzi to jednak, że w dłuższej perspektywie dyskryminacja bardziej szkodzi dyskryminującemu niż dyskryminowanemu.
W drugą stronę dyskryminacja działa tak samo. Mam na myśli oczywiście osoby odczuwające nadmierną dyskryminację, a nie te naprawdę dyskryminowane. Oni również izolują się w swoim otoczeniu.
Ktoś może mi zarzucić: piszesz, że nie czujesz się dyskryminowany, bo zapewne nigdy dyskryminowany nie byłeś. Otóż byłem dyskryminowany jako osoba niepełnosprawna, nigdy jako katolik. Dyskryminacja dotyczyła edukacji, pracy zawodowej i działalności kulturalnej. Wszystko to, o czym pisałem powyżej okazało się jednak prawdą. Dyskryminatorzy dokonali samo-marginalizacji. W takiej sytuacji nie należy koncentrować się na tym co się stało, lecz na sposobie osiągnięcia zamierzonego celu przy pominięciu dyskryminatora. Rzucenie się na podłogę i rozdzieranie szat naprawdę nic nie da. Co najwyżej skompromitujemy się.
Powinienem zakończyć ten wpis jakąś wzniosłą sentencją na temat dyskryminacji... Nic mi jednak nie przychodzi do głowy, dlatego powtórzę coś co napisałem wcześniej. Dyskryminowani są tylko, albo głównie ci, którzy chcą być dyskryminowani.