sobota, 10 grudnia 2011

Człowiek Maszyna zaprasza

Kilka tygodni temu zostałem zaproszony przez ekipę serwisu Bloog.pl do współpracy. Początkowo, nie byłem przekonany czy tworzenie kolejnego bloga, ma w moim przypadku jakikolwiek sens? Zawiesiłem działalność DailyTECH.pl. Na stałe piszę dla Antyweb.pl. Niniejszy blog aktualizuję, bardzo rzadko. W jaki sposób miałbym znaleźć czas na kolejny projekt?

Po dłuższym namyśle, stwierdziłem jednak, że spróbuję. Od dawna miałem pewien pomysł na blog oraz wpisy na nim publikowane. Miałem również pomysł na działalność około-blogową, której co prawda jeszcze nie prowadzę, ale jest ona elementem nowego bloga. Tak powstał Człowiek Maszyna. Blog istnieje już ponad miesiąc i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z wyników jego działalności.

Dlatego też, bez wdawania się w przydługie wpisy, chciałbym zaprosić Was pod adres:


Tam bowiem będę prowadził swój blog prywatny. Maniaków RSS zachęcam natomiast do subskrypcji kanału nowego bloga: http://feeds.feedburner.com/CzowiekMaszyna-Bloogpl

piątek, 4 listopada 2011

Kiedyś napisałem artykuł...


Jak wiecie, bardzo interesuję się tematyką mediów, szczególnie tych internetowych. Związałem z nimi swoją działalność zawodową. W związku z tym, namiętnie obserwuje trendy i zmiany zachodzące w tym segmencie.

W 2007 roku, zainspirowany kilkoma projektami i technologiami, napisałem artykuł Nowym nadawcą jesteś TY! Dotyczył on budowy telewizji internetowej i omawiałem w nim pewne kluczowe elementy, potrzebne do stworzenia takiego projektu. Artykuł ukazał się w serwisie iThink (serwis dziennikarstwa i publicystyki obywatelskiej). Serwis co prawda nie odniósł sukcesu, ale działa do dzisiaj i wspomniany już, mój wpis nadal można przeczytać.

Jakiś czas temu przeprowadziłem monitoring mojego imienia i nazwiska przy użyciu Google. Bloger-narcyz musi w końcu sprawdzić od czasu do czasu czy internet jeszcze o nim pamięta. A serio, to udzielając się w sieci, dobrze jest wiedzieć co o nas piszą i gdzie się pojawiamy. W trakcie monitoringu odnalazłem właśnie wymieniony na początku artykuł opatrzony moim sprzed 15 kilo.

Czytając swój tekst, byłem zaskoczony jak nie wiele zmieniło się przez ostatnie 4 lata. Wydaje się, że nie jest to długi okres. W internecie to jednak wieczność. Sieć zmieniła się bardzo mocno. W 2007 obserwowaliśmy boom związany z internetowymi multimediami. Trzeba jednak przyznać że były one wtedy stosunkowo niskiej jakości. Dzisiaj natomiast mamy, szczególnie pod względem wideo, materiały w HD, często o przewyższające jakością nawet klasyczną telewizję cyfrową.

Pomimo to, modele telewizji internetowej nadal pozostają takie same. Teatr jednego aktora, o którym wtedy pisałem, dzisiaj nazwali byśmy po prostu wideo-blogiem. Metodę "na Winampa" (shoutcast był wtedy bardzo popularny) zastąpili byśmy dzisiaj usługami oferowanymi przez serwisy takie jak Ustream.tv czy Justin.tv.

Reszta pozostaje jednak bez zmian. Wydaje się nawet, że dzisiaj brzmi ona bardziej realnie niż 4 lata temu. Mamy już trochę takich projektów na polskim rynku, a to uwiarygadnia samą idee telewizji internetowej oraz jej biznesowy potencjał.

Podsumowując. W listopadzie 2011, stwierdzenie Nowym nadawcą jesteś TY! ma nawet większy sens niż 4 lata temu.

niedziela, 26 czerwca 2011

Dyskryminacja a sprawa polska

Zdj: www.skyerecruitment.blogspot.com

Dzisiaj, w jednym z programów redakcji katolickiej TVP przeprowadzona została sonda SMS, w której uczestnicy mieli odpowiedzieć na następujące pytanie: Czy według Ciebie, chrześcijanie są dyskryminowani w Europie? Bardzo ciekawe były wyniki tej sondy, bowiem 95 % uczestników odpowiedziało twierdząco.

Wyniki te zainspirowały mnie do napisania kilku słów o dyskryminacji. Zacznę od samo określenia siebie i stwierdzenia, że jestem osobą niepełnosprawną i katolikiem. W atmosferze jaka obecnie panuje w Polsce, można by uznać, że jestem wręcz wzorcowym obiektem dyskryminacji. Problem jednak w tym, że nie czuje się dyskryminowany. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że dyskryminowani są tylko, albo głównie ci, którzy chcą być dyskryminowani.

Wróćmy jednak do wspomnianej wcześniej sondy. Jeśli 95 % osób biorących udział w badaniu opinii, odpowiada twierdząco na postawione pytanie to możemy być raczej pewni, że badanie nie jest miarodajne. Dlaczego? A no dlatego, że postawione w badaniu pytanie było tendencyjne i podświadomie wskazywało na właściwą odpowiedź. Poza tym, sprawdza się zasada, że zdecydowanie chętniej wyrażamy niezadowolenie niż zadowolenie.

Ponadto, obecnie istnieje moda na bycie dyskryminowanym. Piszę to z pełną świadomością. Dyskryminacja jest narzędziem samoobrony przed rzeczywistością, szczególnie wtedy gdy nie jest ona zgodna z naszymi oczekiwaniami. Oskarżenie kogoś kto o dyskryminację, np. wtedy gdy nie chce nas zatrudnić lub nie podziela naszych poglądów, stało się w ostatnich latach poważnym narzędziem walki, na wielu frontach, na których nie potrafimy lub nie chcemy dojść do porozumienia i kompromisu.

Przykładem jest tutaj Ojciec Dyrektor (w kontekście ostatnich wydarzeń), dla którego rzeczywistość jest niezgodna z jego oczekiwaniami, szczególnie tymi gospodarczymi. Nie jest to co prawda idealny przykład, bo w przypadku Tadeusza Rydzyka każda niezgodność z oczekiwaniami równa jest dyskryminacji jego osoby, otoczenia RM i  projektów tworzonych przez te otocznie. Na potrzeby tego wpisu, przykład ten musi jednak wystarczyć

Bardziej trafnych przykładów takich zachowań mógłbym wskazać wiele, ale nie ma chyba takiej potrzeby. Nie twierdzę jednak, że dyskryminacja jako zjawisko nie istnieje. Uważam jednak, że zjawisko jest sztucznie rozdmuchane. Natomiast osoby dyskryminujące, prędzej czy później izolują się od swojego otoczenia. Co prawda nie zmienia to sytuacji, bo dyskryminujący nie zmieniają swojego toku myślenia i zachowania (a przynajmniej nie często). Dowodzi to jednak, że w dłuższej perspektywie dyskryminacja bardziej szkodzi dyskryminującemu niż dyskryminowanemu.

W drugą stronę dyskryminacja działa tak samo. Mam na myśli oczywiście osoby odczuwające nadmierną dyskryminację, a nie te naprawdę dyskryminowane. Oni również izolują się w swoim otoczeniu.

Ktoś może mi zarzucić: piszesz, że nie czujesz się dyskryminowany, bo zapewne nigdy dyskryminowany nie byłeś. Otóż byłem dyskryminowany jako osoba niepełnosprawna, nigdy jako katolik. Dyskryminacja dotyczyła edukacji, pracy zawodowej i działalności kulturalnej. Wszystko to, o czym pisałem powyżej okazało się jednak prawdą. Dyskryminatorzy dokonali samo-marginalizacji. W takiej sytuacji nie należy koncentrować się na tym co się stało, lecz na sposobie osiągnięcia zamierzonego celu przy pominięciu dyskryminatora. Rzucenie się na podłogę i rozdzieranie szat naprawdę nic nie da. Co najwyżej skompromitujemy się.

Powinienem zakończyć ten wpis jakąś wzniosłą sentencją na temat dyskryminacji... Nic mi jednak nie przychodzi do głowy, dlatego powtórzę coś co napisałem wcześniej. Dyskryminowani są tylko, albo głównie ci, którzy chcą być dyskryminowani.

środa, 27 kwietnia 2011

Gwiazdy internetu



Jestem widzem „Kuby Wojewódzkiego” od czasów Polsatu. Wielokrotnie miałem okazję usłyszeć w tym programie bardzo ciekawe i ważne słowa, które nigdzie indziej nie miały szans. Dlatego też, wczoraj z zaciekawieniem obejrzałem 146 odcinek, w którym to pojawiła się moja ulubiona Maria Czubaszek i „gwiazdy internetu”. Ale cóż to za gwiazdy? Według mnie, żadne. Już prędzej określić można je mianem żarówek, które starają się świecić w piwnicy, bo w pokojach mieszkalnych obecne są już tylko energooszczędne świetlówki. Nie wyprzedzajmy jednak toku tego wpisu.

Nie wiem kto dobrał „gwiazdy” do programu i jakie było kryterium wyboru. Nie ważne czy był to Kuba, czy może producent programu. Generalnie dali jednak ciała.

Zacznijmy od definicji gwiazdy internetu. Otóż taką osobą nazywać można kogoś kto przyciąga w sieci uwagę dużej ilości internautów oraz od początku swojej aktywności/działalności jest w sieci obecny. Ten ostatni warunek uważam za kluczowy. Dlaczego? Działalność publiczna, która od swojego początku ma miejsce w sieci, zawsze będzie bardziej wiarygodna niż działalność osoby, która do sieci przeszczepiona została ze świata realnego.

Nikt z „gwiazd internetu” w 146 odcinku nie spełnia tych warunków. Sara May ma co prawda trochę widowni, ale to wszystko. Jest jednak pewna cecha, która łączy całą trójkę. Cechą tą jest emigracja do sieci. W świecie realnym nie udało im się przebić, dlatego postanowili uciec do sieci, w nadziei, że stanie się ona katapultą dla ich przyszłej kariery. Problem tkwi jednak w tym, że nie mają oni pomysłu na siebie i swój internetowy wizerunek.

Nie wystarczy jechać po wszystkich tak jak Sara May aby mieć istotny wpływ na rzeczywistość, o zmianie jej nie wspominając. Nie wystarczy mieć dużych piersi i wypisywać górnolotne stwierdzenia na Facebooku, tak jak robi to Agnieszka Orzechowska, żeby być traktowanym poważnie w sieci. Nie wystarczy wysmarować się samoopalaczem jak Sławomir Oborski i być byłym chłopakiem Joli Rutowicz, żeby w ogóle być. Zabrakło tylko Pauli Marciniak i mielibyśmy komplet auto-celebrytów internetowych.

Zamiast ludzi którzy faktycznie tworzą polską sieć, w programie Wojewódzkiego pojawił się margines, który dla wielu widzów tego programu stanie się wyznacznikiem gwiazd internetu. A szkoda. Naprawdę mamy kilka błyskotliwych osób w sieci, które byłyby w stanie odpowiedzieć na klasyczne już pytanie: kiedy ostatnio myślałeś o Polsce?.

Fajnie byłoby gdyby Kuba, chcąc pokazać ludzi z sieci, zaprosił do siebie jakiegoś znanego blogera, powiedzmy Kominka. On też potrafi przekląć i pojechać komuś, ale nie czyni z tego centrum swojej aktywności. A na pewno ma większą publiczność niż cała trójka razem wzięta.

Pytanie tylko, czy tutaj faktycznie chodziło o pokazanie czegoś prawdziwego?

czwartek, 31 marca 2011

Bojkot Show



Brudziński na straży ramówki TVN. Zapędy cenzorskie PiSu nadal potrafią mnie zaskoczyć. Zaskakuje mnie również jak mocno członkowie tej partii nie rozumieją zasad działania mediów. Przecież taki bojkot wręcz nakręci oglądalność X-Factor. Już widzę akcje nawołujące na Facebooku do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Z drugiej jednak strony, kim jest Brudziński, żeby obywatele musieli mu się się sprzeciwiać? Ani to autorytet, ani specjalista (no może poza ruskimi trumnami i dziadowskimi krajami).